Temat: Feromony - prawda czy mit?
Tak już jest na świecie, że co i raz słyszymy o jakiejś rewelacyjnej metodzie lub produkcie, najnowszym odkryciu, dotychczas nieznanym, bądź stosowanym przez elitarną grupę (mnisi, zakonnicie, indianie itp.). Zawsze wtedy zadaję sobie pytanie, czemu to coś, nie jest jeszcze w powszechnym użyciu, znane każdemu jak gwiazdy z Mam Talent, skoro niebywałe właściwości rzeczy lub metody, deklasują dotychczas znane odpowiedniki.
Zastanawiałem się jak to jest z tymi feromonami. Nurtuje mnie, czemu nie mają swojej półki w Sephorze, jak nurtowało kiedyś czemu koncerny samochodowe nie montują seryjnie zmiejszających spalanie i dodających mocy silnikom magnesów neodymowych. Zresztą takie przypadki można mnożyć, a dość pewną specyficzną ich reprezetnację znajdziemy w cyklicznym TV Markecie.
Szczerze, to kwestia feromonów i lukratywność ewentualnych korzyści z ich stosowania frapowały mnie bardziej, niż samonapędzajaca się szatkownica do warzyw, a nawet oszczędzanie paru złotych na 100 km w czasie podróżowania moim wysłużonym autem.
Nęcony perspektywami zamówiłem niewielką buteleczkę specyfiku - nazwy nie podam, bo nie chcę się szarpać w sądzie. Namówiwszy kolegów na wyjście do klubu, spryskałem się obficie. Pełen werwy, jednak, trzymając w tajemnicy jej podłoże wkroczyłem do klubu, zdobywać atrakcyjne samice. Wdzięczyłem się, napinałem muskuły, potem próbowałem na nieśmiałego, na niezdarnego, na "czy my się nie znamy?"..
Skutek? Żaden. A raczej jak zwykle, bo najgorzej się nie prezentuje i niektóre dziewczyny nie uciekają. Natomiast różnicy po spsikaniu się tym specjałem nie dostrzegłem żadnej, no może jedno - dopóki toto nie wywietrzało, w miejscach najobfitszego spsikania nie pachniałem zbyt ładnie. Poza tym nic, żadna nie rzuciła mi sie na szyje, nie zaproponowała namiętnego seksu bez zobowiązań, baa... nie kwapiła się z przekazaniem numeru telefonu, nawet mimo nalegań i słodkich uśmiechów..
Cóż wydając sieden dych spodziewałem się nieco wyraźniejszego wrażenia. Rozczarowałem się pisząc bez ogródek. Czy mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że feromony to bajka i nic nie dają? Nie. Po pierwsze dlatego, że spróbowałem raz , po drugie dlatego, że wyłącznie z jednym specyfikiem, a ofert rozmaitych feromonów jest więcej niż piasku na Saharze.
Zastanowiło mnie natomiast, dlaczego feromony można kupić tylko przez Internet, gdzie sprzedawca jest bardziej anonimowy niż klient, i znany mu jedynie jako adres e-mail. Na stronach oferujących feromony nie ma też nigdy forum dyskusyjnego, bądź możliwości opiniowania produktów, choć mechanizmy te powszechne są naprzykłąd w on-line'owych sexshopach.
Skoro feromony są takie naj naj naj, to czemu nie ma ich w aptekach, hipermarketach czy na półce w Sephorze?
To są pytania, na które można sobie różnie odpowiedzieć, natomiast niezaprzeczalnym faktem jest, że o substancjach, będących składnikiem feromonów za wiele nie wiadomo, ani nie ma fachowej literatury potwierdzającej ich działanie. Naciągaczy nie brakuje, warto się zatem kierować zdrowym rozsądkiem.
Na zdrowy rozum, gdyby specyfik w ogóle działał i z taką siłą, jak to zapewniają sprzedawcy - stałby się
jednym z najbardziej znanych produktów. W krótkim czasie złamano by jego skład chemiczny, jak to się stało np. z Viagrą, i stałby się dostęny dla szerokiej gamy klientów. Feromony powinny zrobić już dawno furrorę, a jednak tak się nie dzieje. Mówi się o nich pokątnie, w drugim obiegu, za dowody skuteczności przytaczając opinię nieznanych anonimowych osób. Czy istnieją w ogóle? Wiadomo, że istnieją i pełnią określoną rolę w przyrodzie, wśród organizmów prymitywnych, jednak nie ma śladu dowodu, że istnieją i pełnią określoną funkcję u człowieka.
